Kot w dom… czyli z czym wiąże się przybycie mruczącego mieszkańca

Moja kocia przygoda zaczęła się jak miliony innych. Nie wchodząc w szczegóły, 5 lat temu znaleźliśmy i zabraliśmy do domu 2 małe kocięta. Właściwie to wylądowały one u mnie w pokoju w domu rodzinnym. Dwa małe nieszczęścia. Jedno z całkowicie zaropiałymi i zaklejonymi oczętami, drugie z ogromnym wrzodem na oczku. Zarobaczone (nawet tasiemiec się znalazł), zapchlone, zawszone dwa małe wypłosze. Mniejsze od królika, którego na początku się bały (ze wzajemnością). Człowiek był im obcy, nigdy nie miały z nim kontaktu.

Pomyślałam sobie „o kur…, jakie one małe, jakie bidulki. Dobra, robimy twarz i do dzieła. Spoko, ogarnę.” Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że weszłam w to z rozpędu, nigdy nie miałam tak naprawdę kota, zupełnie nie wiedziałam co to za dzika bestia i jak z nią postępować. Postępowałam tak, jak wydawało mi się słuszne.

Długo mogłabym opowiadać naszą historię, poznaliśmy się, pokochaliśmy. Takich historii jest na pewno mnóstwo. Historii o długim i skomplikowanym procesie wzajemnego oswajania. Z różnych względów, głównie pielęgnacyjno weterynarjnych było dużo stresu. Jednak to radość towarzyszyła nam dużo częściej. Koty zostały.

Po wszystkim, co razem przeszliśmy nie mogłam ich, zgodnie z planem, oddać. Z czasem stado się powiększyło. Standardowo, jak wielu domach tymczasowych, nie wszystkie zwierzęta go opuściły. Dobra, przyznaję szczerze, żaden kot nie opuścił mojego domu. Ostatecznie stado liczy 4 koty, a ja zostałam kocią mamą. Kociarą.

Tak oto poznaniu kilku (nie tylko) kocich charakterków, stałam się wśród znajomych zwierzęcym ekspertem. Oczywiście moją specjalizacją są koty, tu mam najdłuższy i najbogatszy staż. Zanim ktoś ze znajomych wybierze się do weta albo po prostu ma jakiś problem, radzi się mnie.

Żadna ze mnie wielka Pani ekspert, ale trochę na temat mruczków wiem i chętnie się tą wiedzą dzielę. Dziś podzielę się nią z wami. Zaczniemy od podstaw. Czasem będą to „oczywiste oczywistości”, czasem, mam nadzieję, skłonię do refleksji czymś, z czego może niekoniecznie zdawaliście sobie sprawę.

Kiedy już zaczniecie się zastanawiać nad kocim towarzystwem lub, kiedy już podejmiecie decyzję przypomnę albo powiadomię z czym wiąże się kot w domu, w życiu. Porada właściwie nie dotyczy jedynie kotów.

1. Po pierwsze i najważniejsze, pamiętacie o tym zawsze, nie ważne czy decydujecie się na faceta, kota, psa, chomika czy rybkę. Za każdą oswojoną osobę bierzecie odpowiedzialność. Za uczucia, zdrowie i życie. Od kiedy pod waszym dachem znajdzie się kot aż po śmierć do was należeć będzie każda decyzja z nim związana. Czasem mogą to być bardzo trudne decyzje. A jeśli postanowicie w pewnym momencie, że z tego obowiązku rezygnujecie i tak zdeterminujecie całe życie danej osoby (tak, zwierzęta mają dla mnie status osób). Zastanówcie się dobrze, czy jesteście na to gotowi.

tamed

Jeśli na pytanie w pierwszym punkcie odpowiedzieliście twierdząco, to właściwie reszta powinna być formalnością. Ale, lepiej się upewnić, czy wszystko jest przemyślane, czy czasem nie stanie się tak, że wyrządzicie krzywdę. Tego pewnie nikt z was nie chce.

2. Zastanówcie się ile żyje taki przeciętny kot. Powiem wam, kot w domowych warunkach żyje ok. 20lat. Sporo. I sporo przez ten czas może się w waszym życiu zmienić. Zadajcie siebie pytanie o ogólny plan na życie przez ten czas (tak wiem, że może się zmienić, ale…). Jeśli planujecie wyjechać w podróż camperem, albo wyjechać na jakieś zagraniczne stypendium, spędzić rok z plecakiem pod namiotem weźcie pod uwagę pupila w tym wszystkim. Gdzie będzie mieszkał? Jak zapobiegniesz chorobom, stresom, zagubieniu zwierzaka? Może lepiej decyzję o kocie przełożyć na jakiś czas? A może w ogóle nie ma na niego miejsca. Jest wiele innych sposobów kontaktu lub pomocy zwierzakom, możecie zaadoptować wirtualnie, może możecie sobie pozwolić na dom tymczasowy. Oczywiście, może jesteście osobami, które uważają, że wszystko da się załatwić, kiedy przyjdzie wam ta myśl do głowy przypomnijcie sobie punt pierwszy. Jeśli wszystko się zgadza, idziemy dalej.

3. Skoro jesteśmy przy sytuacji życiowej, to nie można nie wspomnieć o pieniądzach. Będziecie takiego kota i/lub psa utrzymać. Kot nie jest szalenie drogi w utrzymaniu, ale trzeba się liczyć z wydatkami. Zrewidujcie dokładnie stan swojego portfela i pomyślcie jak może on wyglądać w przyszłości, żeby nie okazało się, że razem z kotem będziecie jedli najohydniejszą, papierową, chemiczną karmę. Podpowiem, że na samo jedzenie dla czterech kotów wydaję ok.100 zł miesięcznie. Doliczcie do tego raz na jakiś czas żwirek i weterynarza. Niestety weterynarz może kosztować sporo.

4. Uzbrójcie się w cierpliwość. Przygotujcie jej spore zapasy jeśli chcecie zamieszkać z kotem, bliżej mu bowiem do marudnego, rozpieszczonego faceta niż radosnego psiaka. Myślę, że nie muszę dużo tłumaczyć, kot chadza swoimi drogami. Nie interesuje go, że chcecie teraz się z nim bawić, on nie chce. Kiedy on będzie chciał, wy też musicie chcieć 😉 Można nauczyć go pewnych rzeczy. Jasne. Ale wymaga to czasu i cierpliwości właśnie. Tak samo w przypadku problemów zdrowotnych kotów; to bardzo delikatne zwierzęta, czasem alarmują o problemach np. sikając poza kuwetą, np. na ulubione ubrania lub poduszkę. Zastanówcie się, czy będziecie mieć na to cierpliwość, znam osoby, dla których kot – niszczyciel lub frustrat jest sporym wyzwaniem/utrapieniem.

jestem kotem

5. Jeśli decydujecie się na mruczka przygotujcie się na jego „porządki”. Możecie zapewnić kotu piękny drapak, ale może okazać się on mniej interesujący niż kanapa i szafka. Może się też okazać, że to łóżko jest lepsze niż kuweta. Kot lubi przestawiać, zrzucać, wrzucać pod meble różne przedmioty. Liczcie się z tym. Może po prostu wystarczy jeśli zmienicie nawyki. Warto tu jeszcze dodać, że jedzonko bez kłaczka kociego nie jest wystarczająco smaczne a ubrania wystarczająco designerskie 😉

na zasierscionym nie bede lezal

6. Koty są różne, ale nie nastawiajcie się na futrzastą kulkę, która nic innego nie robi tylko mruczy i leży na kolanach. NIE. Nie jest też prawdą, że kot zajmie się sam sobą lub ciągle śpi. Kot potrzebuje towarzystwa opiekuna, zabawy z nim. Jeśli oczekujecie kota leniucha, poduszkowego mruczka, idźcie do schroniska na pewno pracownicy pokażą koty, które mają takie usposobienie, ale nigdy kot nie jest samowystarczalny. Jeśli wiecie, że czasem może wam nie starczyć czasu na zwierzaka zagwarantujcie mu towarzystwo, drugiego kota. Pamiętajcie, że to i tak nie zwalnia was z obowiązku poświęcaniu im czasu. To ważne, także dla was, im więcej czasu poświęcicie mruczkom, tym rzadziej będziecie musieli się wykazywać cierpliwością. Nie ma nic gorszego niż znudzony kot.

170dfb334776bb94cfd0b32514b77758

7. Kot z natury jest aktywny nocą. Pomyślcie o tym zwłaszcza jeśli nie macie miejsca, żeby nie spać z nim. Owszem, kot może nieco przyzwyczaić się do naszego trybu życia i przesypiać noce lub ich część, ale to też za sprawą aktywności z wami w ciągu dnia.

8e55e01bd5a80039d8c967ce31863eb5

8. Ćwiczcie silną wolę. Koty (psy zresztą też) są doskonałymi kłamcami i wymuszaczami. Może być tak, że kiedy uznacie, że jest potrzebna dieta, kot będzie siedział cały dzień przy puszce z karmą i jęczał. Może być tak, że za każdym razem, kiedy będziecie wchodzić do pomieszczenia z miskami będzie udawał że jest przekonany, że dasz mu wyczekany obiad (kiedy dostał już od innego domownika). Ważna jest tu też komunikacja z innymi domownikami.

e7310ba2d3a56e83ada6d5c8971fc076

9. Uzbrójcie się w nowy rodzaj uwagi. Musicie przygotować się na to, że kot jest bardzo ciekawski i wszystko chce zobaczyć, wszystkiego się dowiedzieć i wejdzie wszędzie. Jeśli mu się nie uda, to i tak będzie próbował, zatem może się zdarzyć, że razem z sobą na podłogę pociągnie różne przedmioty z półek, szafek, stołu. Zwracajcie uwagę, żeby zminimalizować szkody materialne i uniknąć tych na zdrowiu kota. Zawsze zamykajcie okna (nawet uchylne), zabezpieczcie balkon lub nie pozwólcie kotu wychodzić bez waszego nadzoru. Zawsze chowajcie/przykrywajcie jedzenie, bo koty lubią kraść (polować), często dla zasady, a nie jedzenia. Obserwujcie też dokładnie i analizujcie zachowanie futrzastego osobnika, pomoże to wam uniknąć stresów związanych z jego delikatną psychiką.

ab98e2a467227cc204f096615a5e8733

10. Czeka was zmasowany atak słodyczy, wdzięczności i miłości okazywanych w szczególny sposób. Nic nie jest w stanie się z tym równać.

843065d048ed324c17b1274df55436eb

Przygotujcie się, na wiele zmian i na to, że kot zawładnie waszym światem. Tak musi być 😉

Tekst jest inspirowany moimi rozmowami z zastanawiającymi się nad nowym domownikiem znajomymi i doświadczeniami moimi i innych kociarzy. Zwróciłam szczególną uwagę na zdania zaczynające się od:” O kurcze ja nie wiedziałem, że …” i „Nie byłam przygotowana na…”. Tak naprawdę, pierwsze dwa punkty są dla wahających się, reszta to porady dla tych z was, którzy chcą przygotować się na przybycie małego tygrysa do życia lub dla tych, którzy są na początku swojej drogi. Mam nadzieję, że post okazał się choć trochę pomocny. Jest to pierwszy z kociego cyklu. Reszta będzie bardziej praktyczna. Jeśli macie sugestie dotyczące następnych dajcie znać 😉

1b*Kot Foucault

Pamiętajcie: To koty rządzą, możecie tego nie zauważyć, ale tak jest 😉

Piękny kawałek, poza kocimi postaciami w ogóle nie związany z postem:

 

*Zdjęcia i obrazki użyte w poście (poza kotem Foucaultem) nie są moją własnością. Więcej Foucaulta i resztę stada znajdziecie na instagramie.
Reklamy

Tarta rabarbarowo jabłkowa

Miało być dziś coś innego, ale w odmętach dysku znalazłam zdjęcia tarty z rabarbarem i jabłkiem i póki sezon jabłkowy, a rabarbar w razie czego można zastąpić czymś innym, postanowiłam uraczyć was ciastkiem. Kocia pogadanka innym razem.

 

Tarta rabarbarowo jabłkowa

33

 

Ciasto robiłam wg standardowego przepisu na kruche, który był już tu (tym razem zabrakło mi mąki z pełnego przemiału, więc jest na białej):

  1. 200g mąki tortowej
  2. pół kostki margaryny
  3. łyżka mąki ziemniaczanej
  4. 3 łyżki cukru
  5. 3 łyżki wody
  6. sok z połowy cytryny

Ucieramy margarynę z cukrem. Dodajemy mąki i mieszamy. Dolewamy wody i soku z cytryny. Kiedy masa jest gładka lekko świecąca, zwarta i jędrna, zawijamy ją w folię i wrzucamy do lodówki na przynajmniej 30 minut.

Po wyciągnięciu rozwałkowujemy na cienki (ok.0,5 cm) placek. Przekładamy do mniejszej okrągłej formy (wysmarowanej olejem i posypanej kaszą manną) i pieczemy w 200 °C przez 20 minut.  Po tym czasie wyciągamy lekko podpieczone ciasto i nakładamy nań masę rabarbarowo jabłkową i pieczemy znowu.

 

Wierzch:

  1. 12 łodyg rabarbaru (moje były mniejsze (z babcinego ogrodu), jeśli macie większe, takie, jakie można dostać w sklepie, wystarczy 7 łodyg).
  2. 3 jabłka
  3. 2 garście rodzynek
  4. 3-4 łyżki cukru lub innego słodzidła
  5. szklanka wody
  6. 3 łyżki mąki
  7. łyżka oleju lub margaryny

Rabarbar oprawiamy, kroimy i wkładamy do garnuszka. Chwilkę podsmażamy na łyżce margaryny, dodajemy wody, cukru i rodzynek. Dusimy wszystko przez 20minut. Kiedy już rabarbar rozpada się dodajemy jabłka i mąkę. Dokładnie mieszamy, żeby nie było grudek mąki. Robi się z tego coś w rodzaju kisielu. Kiedy lekko przestygnie wykładamy go na podpieczone ciasto i całość wkładamy do piekarnika na następne 20 minut.

 

22

 

11

 

Piosenka o lekkim zabarwieniu politycznym 😉

 

Jedz polskie jabłka                Jabłka wolności

Waniliowo-wiśniowa owsianka

Dziś będzie bardzo krótko. Otóż, po produkcji tortu zostały mi resztki, ponieważ nie pozwalam, żeby cokolwiek w mojej kuchni się marnowało sprawa była prosta, biszkopt zjadłam z owocami lub sam (w sumie nie potrzebował dodatków, był mega pyszny) a mleko i wiśnie po galaretce skończyły w śniadaniowej owsiance.

Przepis na owsiankę według planu miał pojawić się na facebooku, ale pojawia się jednak na blogu, z różnych przyczyn. Następne takie proste i krótkie rzeczy będą już na fejsie. Obiecuję nie zaśmiecać strony.

Waniliowo-wiśniowa owsianka

  1. ok. 3/4 szklanki płatków owsianych
  2. ok.3/4 szklanki mleka sojowego waniliowego
  3. przeważnie ok. 2 spore garście świeżych wiśni (w tym wypadku użyłam tego, co zostało z ok. 20g ugotowanych już wiśni)
  4. duża garść płatków migdałowych
  5. kawałek gorzkiej czekolady do posypania

 

11

Wydaje mi się właściwie, że nie ma co tłumaczyć, ale lubię sobie pogadać 😉 Zaczynamy od wlania mleka do garnka i postawienia na niewielkim ogniu. Ja od razu wsypuję do mleka płatki i wiśnie. Kiedy miks zaczyna się gotować, dodaję migdałów i mieszam prawie cały czas. Jak tylko owsianka robi się gęsta i lepka wyłączam gaz pod garnkiem, kruszę trochę czekolady. Owsiankę przekładam do miseczki (najlepiej mojej ulubionej – świnki), posypuję czekoladą i zajadam póki ciepłe.

Super śniadanie, owsianka rządzi!

33

 

 

 

 

Lekki torcik z owocami

Niedawno miałam urodziny. Z tej okazji oczywiście upiekłam sobie tort. Nie martwcie się nie zjadłam go sama;) W planie tort miał być przełożony (2 warstwy biszkoptu), ale niestety nie pomyślałam o tym, że nie starczy mi „kremu”. Tort, a właściwie torcik wyszedł świetnie, biszkopt był puszysty i mokry a krem z owocami lekki i orzeźwiający. Każdy był w stanie zjeść ogromny kawał i nie zasłodzić się 😉
Przepis może wyglądać na skomplikowany i czasochłonny, ale tak nie jest – po prostu opis wyszedł długi.  😉

Lekki torcik z owocami: 

22

 

Biszkopt:

  1. 1 szklanka mąki z pełnego przemiału
  2. 1 szklanka zwykłej mąki pszennej
  3. 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  4. ¾ szklanki oleju
  5. 2 kopiaste łyżeczki cukru waniliowego
  6. 2 łyżki cukru
  7. 1 kopiasta łyżeczka sody
  8. 1 szklanka mleka roślinnego (użyłam waniliowego z biedronki)
  9. 1,5 banana

 

Biszkopt robimy według murzynkowego przepisu. Krótko mówiąc, najpierw ucieramy olej z  cukrami, dodajemy mąkę i sodę. Banana rozgniatamy widelcem i dorzucamy do masy. Mieszamy i dodajemy mleko. Ciasto powinno wyjść nieco gęstsze niż ciasto na biszkopt, wiadomo jeśli ciasto jest za rzadkie podsypujemy mąki, jeśli za gęste dolewamy mleka. Tak czy inaczej nie martwcie się, chyba nie da się go zepsuć, jeśli coś będzie nie tak po prostu nie wyrośnie mocno, ale w tym przypadku nie jest to potrzebne 😉 ciasto przelewamy do mniejszej okrągłej formy (myślę, że w dużej też będzie dobrze) i pieczemy ok. 30 minut w 190℃. W tym czasie możemy zrobić krem.

Krem:

  1. Puszka mleka kokosowego
  2. Śmietan fix*
  3. Galaretka wiśniowa (ok. 20 g wiśni, łyżka cukru, 3/4 szklanki wody, kopiasta łyżeczka agaru)
  4. Galaretka jabłkowo miętowa (4 małe jabłuszka, łyżka cukru, ¾ szklanki wody, spora gałązka mięty, kopiasta łyżeczka agaru)
  5. Owoce (ja użyłam porządnej garści borówek amerykańskich (z Polski), równie sporej garści czereśni, garści truskawek i jednej śliwki).

Zaczynamy od zrobienia galaretek. Wiśnie trzeba opłukać i pozbawić pestek. Wrzucić do garnka i zasypać cukrem, żeby puściły sok. Tak samo robimy z jabłkami, płuczemy, pozbawiamy pestek kroimy na drobne cząstki i zasypujemy cukrem. Po ok.15 minutach dolewamy do owoców wody (i miętę do jabłek) i gotujemy na wolnym ogniu przez ok. 20 minut. Mnie tyle wystarczyło, ale to zależy od owoców, sok ma wam smakować, przecież z niego będzie galaretka. Kiedy soki są już dobre, odcedzamy owoce i do gotujących się wywarów dodajemy agaru (można już wyłączyć kuchenki, soki nie muszą się dalej gotować). Agar trzeba dobrze wymieszać, żeby nie było grudek i już możemy odstawiać mikstury do wystygnięcia.

Zabieramy się za część główną kremu, oddzielamy część stałą od płynnej mleka kokosowego. Część płynna niechaj pozostanie w puszce, możecie ją później do czegoś wykorzystać, a część stałą wrzucamy do wyższego naczynia, dodajemy śmietan fiksu i ubijamy. Nie trwa to długo, śmietana kokosowa jest dobra, kiedy wygląda podobnie do zwykłej ubitej*. Możemy ją wstawić do lodówki.

Kiedy galaretki już stężeją możemy je dodać do śmietanki. Najpierw wiśniową, która powinna wyjść bardzo delikatna i kiedy pokrojoną wrzucicie do kokosowego kremu i zamieszacie powinna się nieco rozpaść, dając kolor i fajny smak śmietance. Następnie dodajemy pokrojoną galaretkę jabłkowo miętową. Jest ona bardziej zwarta, jej kawałki powinny zachować swój kształt w kremie. Krem znowu ląduje w lodówce, bo teraz już czas na opracowanie biszkoptu.

Kiedy ciasto ostygnie pozbawiamy je górnej warstwy. Zrobiłam to za pomocą nitki. Z pozostałego spodu jeszcze wydłubujemy trochę ciasta, chodzi po prostu o to, żeby nie było równe, ma powstać coś w rodzaju chropowatego talerza, zostawiamy „zakładki” (czyli wydłubujemy też trochę zawartości ścianek bocznych), do których środka nałożymy krem. Do biszkoptowego talerza nakładamy krem owocowo kokosowy i całość posypujemy owocami.  Torcik jest już gotowy, może w lodówce poczekać na gości 😉

4w

*Śmietan fiks ma trzymać krem w lepszej konsystencji, bałam się, że przy tej pogodzie śmietanka po chwili może się nieco rozpłynąć.

*Śmietanka kokosowa wygląda podobnie do zwykłej, powinna być gęsta i zbita, ale pamiętajcie nigdy nie będzie taka puszta i leciutka a przy tym sztywna jak zwykła – nie ta materia.

3w

Make one dream come true, You Only Live Twice

Szeroko pojęty wellness, czyli co znaczy dbać o siebie?

Ostatnio pisałam wam, że nie mogłam dogadać się ze swoim ciałem, zresztą nie tylko ciałem. Dlatego miał powstać post motywujący do dbania o siebie. Było mi to potrzebne a przy okazji chciałam i was zainspirować. Co się okazało? A no okazało się, że w mojej głowie pojawiło się pytanie co znaczy dbać o siebie? Oj, nie chciało mi to pytanie z głowy uciec z prostej przyczyny nigdy o tym nie myślałam. Zawsze mówiłam, że o siebie dbam i o siebie dbałam. Później, nawet kiedy tak przestało być i tak powtarzałam i wmawiałam sobie i innym „dbam o siebie”. Znaczenie tych słów było dla mnie oczywiste i jednocześnie szalenie abstrakcyjne. Postanowiłam uporządkować myśli. To pokazało mi jak długa jeszcze droga przede mną, żeby móc powiedzieć, że W PEŁNI DBAM O SIEBIE.

Kiedy myślimy o dbaniu o siebie często przychodzi nam na myśl słowo „wellnes”, co to znaczy? Można powiedzieć, że w wolnym tłumaczeniu, to stan dobrego samopoczucia, zdrowy styl życia. Nie będę teraz zastanawiała się co znaczy być zdrowym i zdrowy np.styl życia. Ja zastąpiłabym słowo wellnes polskim słowem dobrostan. Wiem, że kojarzy się ono z sytuacją zwierząt, że używają go głównie osoby zajmujące się prawami zwierząt. Uważam, że pasuje ono tu idealnie i jest nasze, nie jest sztucznym tworem przybyłym z JUES 😉

Więc czym jest dobrostan? To na przykład to, że kiedy piszę ten tekst moczę zmęczone stopy w ciepłej wodzie z pachnącym płynem, później wetrę krem i założę do snu bambusowe skarpetki.

Powoli ten post robi się za długi, więc może opowiem wam w punktach, czym jest dla mnie dobrostan (daje to większą szansę, że choć jedna osoba przebrnie przez cały tekst ;))

1. Najważniejsze, choć czasami najtrudniejsze to UŚMIECH. Codzienne rano, po przebudzeniu się, kiedy myję buzię, zęby…i patrzę w lustro uśmiecham się do siebie, nawet, jeśli nie mam powodów.

16802f6fa63fdfd1c986a510939360c2

Kiedy się uśmiechamy, wysyłamy do mózgu wiadomość, że wszystko jest dobrze. Mózg w to wierzy, produkuje enzymy i przesyła więcej impulsów, które wywołują u nas uśmiech i poczucie zadowolenia w efekcie czego znowu się uśmiechamy. Jedno z niewielu wspaniałych błędnych kół.

fd5e0eca76bf5ca6bd606a057877c979

2. Odrobina zdrowego egoizmu (ten punkt nadaje się na osobnego posta, ale postaram się streścić). Oczywiście nie ma nic złego w poświęcaniu się lub pomaganiu innym dopóki nie przekraczacie pewnej granicy. Poświęcenia ponad siły (fizyczne, psychiczne), zmuszanie się, nie sprawi na dłuższą metę nikomu radości, nie uszczęśliwi. Myślcie o też i przede wszystkim o sobie i swoich potrzebach i zaspokajacie je. Niedawno powiedziałam mojej koleżance, że nauczyłam się mówić nie, zaczęłam mówić o swoich potrzebach, nauczyłam się prosić i nie wyświadczać przysług pewnym osobom i nie rozdawać swoich umiejętności wszystkim charytatywnie. Wiecie co usłyszałam? – „Wreszcie pokochałaś siebie”.

loveyourself0_0_0_1866100215_middle

3. Umiar. Wiąże się on chyba z każdym punktem tej listy, więc napiszę krótko. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Pamiętajcie o tym przy jedzeniu, zwłaszcza, jeśli później macie wyrzuty sumienia, że się opychacie lub głodzicie. Pamiętajcie o tym na zakupach, po co tyle rzeczy? Pamiętajcie o tym ćwicząc, nie lubicie przecież zakwasów (później nie chce się wracać do ćwiczeń). Przykładów jest pierdyliad, nie ma co nad tym się rozwodzić.

edb04dfde654a94a65b89750d6c59667wantneed6

4. Rytuały, stałość, uregulowanie, planowanie. Nigdy nie byłam zwolenniczką jakiejkolwiek stałości i planowania, ale to się zmieniło i zmieniło moje samopoczucie na lepsze. Wstaję o stałej porze, kładę się też mniej więcej w tych samych godzinach. Rozkład mojego poranka i wieczoru wygląda zawsze podobnie, zamiatam co drugi dzień, w soboty odkurzam a niedziele są off line… Mam swoje rytuały, nawyki i „plany dnia” jeszcze dużo pracy przede mną w tej kwestii, ale już teraz widzę, poprawę jakości mojego życia. Spróbujcie, uporządkowanie dnia/tygdonia naprawdę działa!

Z tym wiąże się sprzątanie, organizowanie i wyrzucanie. Nie uwierzycie jak to uprasza życie dopóki nie spróbujcie. Serio. Odkąd przy drzwiach jest wieszaczek na klucze, nigdy ich nie zgubiłam, nie zapomniałam i nie spóźniłam się przez szukanie ich. Od kiedy zamiatam co drugi dzień, robię to lekko w ok.5 minut nie pocę się przez ok. 20. Owszem mieszkanie jest od mieszkania a nie sprzątania, ale czy nie dużo przyjemniej wchodzi się rano do kuchni, gdzie w zlewie stoi jeden kubek, a nie całe wnętrza szafek? Czy nie lepiej mieć mniej rzeczy, ale tylko takie, które sprawiają nam radość i są przydatne? Odpowiedź jest prosta, ale nie ukrywam ten punkt pewnie zawsze trochę będzie wyzwaniem 😉

ada803311199531a8051030cea7532cewantneed6

5. Urozmaicanie i unikanie. Jakkolwiek to brzmi, staram się urozmaicać wszystko. Spotykać się z różnymi ludźmi, słuchać, różnej muzyki, mieć bogatą dietę. Myślę, że urozmaicania nie muszę tłumaczyć, z unikaniem może jest trochę gorzej.

wantneed2

Są rzeczy przed którymi nie da się uciec, ale są takie, których spokojnie możecie unikać. Jeśli spędzanie z kimś czasu nie sprawia wam frajdy, nie rozwija lub, co gorsza sprawia przykrość, wykreślcie taką osobę ze swojego życia (albo jeśli nie możecie tego zrobić, spotykajcie jak najrzadziej). Jeśli nie lubicie czegoś w sowim mieszkaniu, to to zmieńcie, nikt nie każe wam mieszkać w jakimś miejscu za karę i założę się, że obejdziecie się bez niepodobających się wam przedmiotów choćby nawet nie wiem jak bardzo praktyczne były. Jeśli nie lubicie swojego mieszkania, przeprowadźcie się, ja tak zrobiłam i nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to uszczęśliwiło. Jeśli nie lubicie swojej pracy, studiów, to je zmieńcie. I tak ze wszystkim. Nie mówcie, że łatwo mi mówić, wiem, że czasem ciężko jest coś zmienić, że ciężko podejmuje się takie decyzje, ale nauczona swoimi błędami zaręczam to tylko kwestia decyzji i ruszenia do przodu.

1477804_1443763942504299_483770182_n

6. Aktywność fizyczna. Ile można siedzieć przed kompem, sprzątać, czytać albo oglądać…?! W zdrowym ciele zdrowy duch. Nie wierzę, że nie ma takiego sportu, który moglibyście polubić, jeśli nie lubicie biegać, może będziecie pływać, może tańczyć, a może spróbujcie jogi. Zmobilizowanie się bywa czasem trudne, ale warto. Nie będę się rozpisywać, wiecie czym jest euforia biegacza? Wysiłek fizyczny sprawia, że jesteście szczęśliwsi i chcecie więcej: klik klik.

b9e471a68d9426591a0ab20ffe4fe133c9bd59943edaf96ef773c058969fda91

7. Z poprzednimi punktami mocno wiąże się uczciwość. Staram się zawsze być wobec siebie uczciwa. Czasem jest to trudne, wmawiam sobie różne rzeczy i później jest jeszcze gorzej, nie warto. Staram się nie szukać wymówek, analizuję, uświadamiam sobie dlaczego robię niektóre rzeczy a innych nie. Jeśli mam ochotę się obeżreć na noc czekoladą i ulegnę tej zachciance, nie udaję, że to się nie stało, ale przyznaję się do tego i zastanawiam się dlaczego tak bardzo pragnęłam czekolady. Może brak mi magnezu a może zwyczajnie uległam prostej pokusie?…Cóż słaba jestem 😉 Kiedy nie chce mi się rano wstać lub cokolwiek innego, nie wymyślam już urojonych bólów głowy, przyznaję się, że dziś nie chciało mi się, trudno. Bez wyrzutów sumienia.

aktywnezycie week 4

8. Staram się być miła dla siebie. Nie mówić o sobie źle i nie nakazywać. Gdym odzywała się do moich koleżanek tak, jak do siebie, to nie miałabym żadnej. A na swoje towarzystwo jestem skazana do końca swoich dni, więc muszę jakoś ze sobą wytrzymać 😉

bktys

9. Dziękuję, jestem wdzięczna, chcę i staram się robić (a nawet sprawiać, żeby moje życie było wartościowe). Może wam się wydawać, że nie macie za co dziękować, ale warto sobie uświadomić, że jest inaczej.

10390248_1495442640669762_3159933255858158309_ncb7058f4b86bd4ba52fa35de4dbbc6fc

10. Ze wszystkimi punktami na tej liście wiąże się ten ostatni, który sprawia, że reszta ma sens i wszystko razem daje mi to, co składa się (dla mnie) na dobrostan: czasem daję spokój. Nie zawsze mi się chce, nie zawsze mam ochotę, nie zawsze trzymam się planu itd. Nikt nie jest doskonały, nikt nie musi być i to jest doskonałe. Trzeba wyluzować, te sprawy nie są sprawami życia lub śmierci. Wystarczy zachować umiar być wobec siebie uczciwym i nie dopuścić, żeby wyjątek stał się regułą.

wyluzuj-kobieto-pl-ffffff

Frak Hubbart kiedyś powiedział: „Nie bierz życia zbyt poważnie i tak nie wyjdziesz z niego żywy”.

Szczerze powiedziawszy sama zdziwiłam się, że dobrostan ma dla mnie aż takie szerokie znaczenie. Jestem ciekawa czym dla was jest dbanie o siebie. 🙂

Wydaje mi się, że Ayo tu pasuje:

*Zdjęcia i obrazki użyte w poście nie są moją własnością.

Makaron kukurydziany z pesto z awokado i natki marchewki

O tym, że kocham awokado już pisałam. O tym, że uwielbiam makaron też. Nie pozostaje mi nic innego jak przejść do rzeczy. Panie i Panowie, Panowie i Panie korzystając z okazji, że w Tesco awokado (odmiany hass) można kupić za 0,99 zł i że w Biedronce można kupić świetny makaron kukurydziany, przedstawiam wam makaron kukurydziany z pesto z awokado i natki marchewki.

Potrzebujesz (na dwie porcje dla łasuchów):

  • Awokado
  • Spory pęczek natki marchewki (ja miałam to szczęście, że dostałam marchew (z nacią i innymi warzywami) od babci)
  • sok z połowy cytryny
  • ok. 8 sporych cząstek suszonych pomidorów
  • 1 naprawdę duży lub 2 mniejsze ząbki czochu
  • łyżka oliwy
  • garść pestek dyni
  • garść słonecznika
  • sól i pieprz kolorowy ziarnisty
  • opcjonalnie gorgonzola (do posypania do smaku)

Sprawa jest prosta, w czasie kiedy makaron gotuje się (ok.11 minut), rozgniatamy awokado a nać marchwi z sokiem z cytryny, czosnkiem i oliwą blendujemy (mój blender już nie podołał i miałam ją po prostu drobniusieńko posiekaną i też było fajne). Łączymy papkę z awokado z papką liściastą, dodajemy do tego soli i świeżo rozgniecionego w moździerzu pieprzu. Pomidory kroimy w paseczki a pestki prażymy w suchym garnuszku lub na patelni (możecie je lekko posolić).

Do miseczek wsypujemy gorący makaron na to pesto i pokrojone pomidorki. Mieszamy. Wszystko posypujemy uprażonymi pestkami i jeśli macie ochotę gorgonzolą. Pesto jest wyśmienite, bardzo aromatyczne wegańskie lecz jeśli chcecie lub tak, jak my macie „święto” i pozwalacie sobie na nabiał z rozpuszczającym się na gorącym makaronie serkiem też będzie pyszne (wiadomo ;)).

 

 

33

 

11

 

 

Uff… jest tak gorąco, że się roztapiam. Jednak jestem dzielna i już w przygotowaniu są wpisy o szeroko pojętym wellness i kotach 😉

Tarta z porzeczkami

Niedawno odwiedziłam moich dziadków. Nie mieszkają oni już na wsi, ale mają spory ogród a w nim między innymi porzeczki. Czarne, czerwone i białe. Oczywiście nie mogłyśmy z moją mamą sobie ich odpuścić.

Kiedy przywiozłam je do domu zrodził się pomysł galaretki. Galaretki na kruchym cieście.

Tarta z porzeczkami:

Ciasto:

  1. 200 g mąki z pełnego przemiału (często używam Basi, jest smaczna i smacznej cenie)
  2. 3 łyżki zwykłej mąki tortowej
  3. 1 kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej (dodaje lekkości ciastu)
  4. ok. 100 g margaryny (właściwie to połowa kostki ;))
  5. 4 – 5 łyżek zimnej wody
  6. 2 – 3 łyżki cukru pudru
  7. sok z ok. połowy cytryny

Galaretka:

  1. ok. 3,5 szklanki porzeczek białych i czerwonych
  2. pół szklanki wody
  3. 1,5 łyżki cukru
  4. 2,5 łyżeczki agaru

Zaczynam od oprawienia porzeczek, pozbawiam je (z grubsza) ogonków i myję. Wrzucam do garnka, zasypuję cukrem, mieszam i czekam aż puszczą sok. W tym czasie robię ciasto: najpierw ucieram margarynę z cukrem pudrem, dodaję mąki. Później dolewam sok wyciśnięty z połówki cytryny (daje fajną świeżość). Na koniec dolewam wody, tyle ile potrzeba, czyli około 4 – 5 łyżek. Ciasto ma być gładkie, zwarte, błyszczące, pachnące i nieklejące. Formuję z niego kulkę zawijam w folię i wkładam do lodówki na przynajmniej godzinę.

Teraz czas na galaretkę, czyli do porzeczek i puszczonego przez nie soku dolewam trochę wody i powoli na małym ogniu gotuję pod przykryciem, niedługo ok. 15 – 20 minut. Do gotujących się porzeczek dodaję agar. Najpierw oczywiście smakuję, czy taka galaretka będzie dla mnie dobra, nie za kwaśna, nie za słodka, w razie czego można dolać wody lub dosłodzić. Jeśli porzeczkowy wywar jest pyszny dodaję agaru, trzeba go energicznie wymieszać i całość odstawić do wystygnięcia.

Kiedy uznam, że nastała już odpowiednia chwila, wyciągam kulkę ciasta z lodówki, posypuję delikatnie stół mąką i wałkuję na nim ciasto. Właściwie to butelkuję, bo nie mam wałka, więc posypuję butelkę po winie mąką i wałkuję placek grubości ok. 0,5 cm. Placek przekładam do mniejszej okrągłej formy, jeśli chcecie, ciasta wystarczy na dużą formę, ja wolę małą, wtedy zakładam wysokie brzegi, do środka których wlewa się galaretka. Ciasto wstawiam do rozgrzanego piekarnika i piekę ok. 35 minut w 180 stopniach.

Wyciągam ciasto i kiedy trochę przestygnie wylewam nań lekko ostudzoną galaretkę. Teraz nadchodzi najtrudniejsza chwila, trzeba poczekać aż ciasto z galaretką dojdzie (galaretka do końca stężeje, wystygnie).

55

 

11

 

22

 

33

 

If there’s a future, we want it
Now!”

 

 

 
Porzeczkowo mi 2014

Dlaczego piję (i polecam) wodę z cytryną?

Jakiś czas temu zauważyłam, że przestaję się dogadywać ze swoim ciałem. Krótko mówiąc zaniedbałam się. Przyczyn tego było kilka, nie będę się usprawiedliwiać, bo nic to nie da. Powiem jedynie, że kiedy to sobie uświadomiłam i kiedy uświadomiłam sobie dlaczego tak się stało i jakie są tego skutki, nastąpił nagły zryw i próba powrotu do dawnych dobrych nawyków. Niestety jak to u mnie bywa, zryw był, owszem, ale tylko tyle, po dwóch tygodniach prawie wszystko wróciło do złej „normy”. Prawie. Jeden z dobrych rytuałów pozostał i dzięki niemu powoli wprowadzam resztę starych, dobrych zwyczajów.Obrządek, o którym mowa to poranne picie przegotowanej, ciepłej wody.

Korzyści odczułam już pierwszego dnia, później było i jest tylko lepiej. Od wieków wiadomo, że cytrusy mają działanie antybakteryjne, dziłają przeciwwirusowo i wspomagają układ odpornościowy. Taka mikstura myje mój organizm od wewnątrz, ma silne działanie detoksykujące i odkwaszające (to bardzo ważne, żeby nie zakwaszać organizmu, kiedyś jeszcze o tym słów parę napiszę), usuwa resztki jedzenia z przewodu pokarmowego, wspomaga trawienie i pracę wątroby. Jest to dla mnie szczególnie ważne ponieważ prowadzę ostatnio nieregularny tryb życia a moim głównym grzechem przeciw zdrowiu i urodzie jest częste picie piwka.

Poza tym woda z sokiem z cytryny działa na mnie pobudzająco, dodaje energii i świetnie nawadnia. Jak wszyscy wiedzą cytryna ma dużo (choć nie najwięcej) witaminy C. Witamina ta świetnie wpływa na cerę, rozjaśnia, pomaga walczyć z niedoskonałościami skóry i ze zmarszczkami. Zaś zawarty w niej potas stymuje mózg, system nerwowy i kontroluje ciśnienie. Dzięki temu nasze ciało i umysł łatwiej się odstresowują i relaksują.

Na mnie szklanka ciepłej wody z sokiem z połowy cytryny (czasem mniej, jeśli mi niestarczy) wypita przed śniadaniem, działa cudownie. Jest prostym i tanim sposobem na dobrą kondycję urodowo-zdrowotną. Oczywiście każdy organizm jest inny i to, że mnie roztwór pomaga w problemach żołądkowych nie znaczy, że u was pita codziennie nie wywoła nadkwasoty żołądka. Po prostu sprawdźcie, ja polecam. Szklaneczki w górę!

  • Sposób użycia: do szklanki z ciepłą wodą wlewamy sok z połowy cytryny (wyciskany ręcznie), możemy do tego dodać łyżkę miodu lub rozgrzewający imbir, czy miętę. Pijemy na czczo, 30 minut przed śniadaniem.
    Kiedy zapomnę kupić cytrynę piję samą przegotowaną wodę, również dobrze pobudza organizm. Niestety nie mam czasu, żeby dopiero po 30 minutach zjeść, jem po około 10 minutach i też dobrze.
lemonwater
zdjęcia użyte w „kolażu” nie są moją własnością
  • Mówi się też, że szklanka ciepłej wody z połową soku z cytryny (można dodać łyżkę miodu) wspomaga odchudzanie, nie mogę tego potwierdzić, ponieważ się nie odchudzam. Jeśli zainteresował was ten wątek z odchudzającymi właściwościami mikstury polecam sprawdzić opinie (podzielone): http://pogromcymitowmedycznych.pl/myth/111/cytryna-pomaga-w-odchudzaniu
  • Z innej beczki: wkręciłam się w blogowanie, mam ogromne plany nawet jest już fan page: https://www.facebook.com/KocieOko. Ma on służyć szybkiej, zwłaszcza foto inspiracji, będę też na nim pokazywać proste przepisy. Będzie mi bardzo miło jeśli raz na jakiś czas tam zajrzycie. Będzie mi jeszcze milej jeśli klikniecie „lubię to”. 🙂

    Cytrynowo odlschoolowo

Koktajl bananowo-pietruszkowy

Bardzo lubię koktajle i soki owocowo-warzywne, są dobrym sposobem na jedzenie (picie) owoców i warzyw, kiedy nie ma się ochoty lub sposobności chrupać. Oczywistym jest, że są bardzo zdrowe i super smaczne, zwłaszcza, że można robić różne mieszanki, które mogą mieć różne właściwości. Jedne są oczyszczające, inne energetyzujące itd.

Jednym z moich ulubionych koktajli jest koktajl bananowo-pietruszkowy.

11

22

Koktajl jest świetny szczególnie rano, do śniadania. Po pierwsze dodaje energii i poprawia humor. Natka pietruszki i cytryna tworzą prawdziwą bombę witaminy C, więc działają pobudzająco i pomagają walczyć z infekcjami. Koktajl wspomaga oczyszczanie organizmu, wzmacnia wzrok i dzięki błonnikowi pomaga w trawieniu. Poza tym działa korzystnie na koncentrację. Jednak najważniejsze jest to, że świetnie smakuje. Wręcz uzależniająco!

33

Mocno bananowa i wywołująca uśmiech piosenka 🙂

Murzynek kryzysek

Dziś ciasto, które często robiła moja mama. Gościło ono często na naszym stole z kilku powodów, po pierwsze kryzyska można ukręcić w 15 minut, po drugie nie ma skomplikowanego składu, często większość składników po prostu była w lodówce i po trzecie – jak wskazuje nazwa ciasta – jest ono śmiesznie tanie. Oczywiście moja mama używała do niego jajka i mleka, ja zastąpiłam jajo 1,5 dużego banana a mleko mlekiem sojowym. Dodatkowo moja mama zawsze do masy dodawała powidła, ja pominęłam ten składnik, bo przecież jest sezon na truskawki i miałam banana, który dał świetnego aromatu. Ciasto wyszło puszyste mokre i przepyszne. Pachniało w całym domu.

55

Murzynek kryzysek:

Składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • łyżeczka sody
  • kopiasta łyżka kakao
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1,5 banana
  • pół kostki margaryny
  • szklanka mleka (ja użyłam sojowego czekoladowego z biedronki, żeby było jeszcze bardziej czekoladowe)
  • ok. 0,30 g pokrojonych byle jak truskawek (kupiłam 0,5 i po prostu nie zużyłam całości)

Wykonanie:

Najpierw ucieramy margarynę z cukrem, możecie ją rozpuścić, wtedy nie trzeba ucierać. Ja akurat lubię tę czynność, więc ucieram margarynę z cukrem, później dodaję mąkę, sodę i kakao. Mieszam. Następnie do środka leci rozgnieciony wcześniej banan i kiedy już pomieszam dodaję mleko. Jak już wszystko dobrze wymieszam i nie ma grudek (choć one nie przeszkadzają), całość ma mieć konsystencję gęstego ciasta, trochę gęstszego niż biszkopt, dodaję truskawki i delikatnie łączę z masą. Ciasto wylewam do mniejszej okrągłej formy (24 cm średnicy) i piekę je 30 min.w ok. 190 stopniach (nie pamiętam dokładanie jak długo, bo, nie mogąc się doczekać, co chwilę sprawdzałam stan ciasta). Nie przejmujcie się, jeśli nie uda wam się dobrze wymieszać, grudki nie będą przeszkadzać, tak samo jest z konsystencją, jeśli będzie inna, ciasto i tak się uda. Właściwie chyba nie da się go popsuć 😉

11   66   77

Oczywiście wystarczyło, że odwróciłam się, żeby wstawić ciasto do piekarnika, a już zaczęło się „wstępne zmywanie”. Na zdjęciu Afera, czyli najmłodsza kotka w stadzie, niebawem poznacie resztę.

 

Co roku line up Męskiego Grania mnie zachwyca, co roku obiecuję sobie, że pojadę. Ani razu nie udało mi się. Niestety. Singiel trasy Męskie Granie 2014 jest świetny, kolejny, który nie chce mi wyjść z głowy. Nie ma co się dziwić, kiedy współpracują ze sobą jedni z najlepszych polskich muzyków efekt musi być elektryczny ;). Muzyka Smolika, tekst Kasi Nosowskiej i wspaniały wykon Smolika, Olafa Deriglasoffa, Michała Sobolewskiego,  EMADE, BRODKI i Dawida Podsiadło, który pokazuje, że po talent show można robić fajne rzeczy.