Design przy herbacie, „w moim magicznym domu”

Zawsze jest tak samo. Trudno rozpocząć kontakt, rozmowę po długim czasie. Zawsze pada standardowe: „No, to co słychać?”. Długo zastanawiałam się co Wam powiedzieć, od czego zacząć. Systematyczność nie jest moją mocną stroną. Czas przemyka mi przez palce i nie mam go dla znajomych. Co najważniejsze i najstraszniejsze nie mam go dla siebie. Jednak marnuję go mnóstwo, wykorzystując jednoczenie. Zawsze znajdzie się COŚ. A to organizacja WOŚPu, a to szukanie zajęcia a to warsztaty a to wykłady a to wystawa a to piwko tu a to kawusia tam. Chciałam, żeby zima była bardziej rozwojowa, domowa, książkowa. Nie ma nic lepszego o tej porze roku niż koc, kocie furto pod palcami, kubek gorącej herbaty. Dużo przyjemniejsze jest głaskanie kota niż stukanie w klawisze klawiatury. Nie jest oczywiście tak, że się zmuszam do pisania, uwielbiam to robić, ale przy pewnych rzeczach schodzi to na drugi plan.

Zastanawiałam się co mam opowiedzieć w tym długo oczekiwanym (głównie przeze mnie ;)) poście. Pomysłów i planów było mnóstwo. Stanęło na babeczkach. Ale pisząc tekst, plan uległ zmianie. Postanowiłam zaprosić was do siebie, wspólna herbata czy piwko są najlepsze na odnowienie znajomości. Przy tej okazji porozmawiamy chwilę o designie, design thinking.

Co dla was znaczą te pojęcia? Ostatnio chyba modne, wszyscy chcemy otaczać się designerskimi rzeczami, większości wydaje się, że to bardzo trudne, albo trzeba mieć na to kupę forsy, albo mieć blisko Ikeę. Nie wydaje mi się, żeby tak było. Tak jest łatwo. Wystarczy pojechać do super showroomu w Warszawce albo Krakowie i coś kupić i już się ma zdizajnowane* mieszkanie. Dla mnie design to użyteczność uwolniona przez piękny wygląd. Niektórym design kojarzy się z dziwnością, czymś odjechanym. Nie musi tak być. Kiedy jeżdżę na targi dizajnu i oglądam przedmioty, jestem pod wrażeniem, dla niektórych te rzeczy mogą się wydać za zwykłe, inne zbyt wymyślne. Kiedy wydają się bezużyteczne, a i takie bywają, nie są dla mnie designem, sztuką użytkową, są po prostu sztuką. Jeśli nie możesz na kanapie wysiedzieć 3 minut, bo jest zrobiona ze starego kaloryfera żeberkowego, to nie nadaje się do niczego, nie spełnia swojej funkcji, a o to chodzi, o funkcjonalność. Design thinking – myślenie funkcjonalne.

Tak myślimy w kontekście naszego mieszkania, nie mamy pokaźnych nakładów, więc wszystko robimy po kolei, po trochu, małymi krokami. Najpierw jest pomysł, prosta realizacja i udoskonalanie. Aranżacja to proces.

Mamy mikro kuchnię, więc wykorzystujemy każdy skrawek blatu, każdy centymetr szafki: w szafkach nic nie stoi „luzem” wszystko podzielone jest na „kategorie” i powstawiane w kartoniki, łatwiej jest wyciągnąć kartonik ze strąkami niż przekopać całą półkę w poszukiwaniu np. woreczka soczewicy a zamiast dodatkowych półek, na które nie ma miejsca, na ścianach wiszą kosze i koszyczki na owoce i warzywa.

Ale przecież nie będziemy siedzieć w kuchni, zwłaszcza, że nie ma gdzie 😉

lampki

zapiecek

st

w1t

Nie uważam, żeby na ładne i funkcjonalne mieszkanie trzeba mieć wielkie nakłady, fajne rzeczy czy dodatki można znaleźć wszędzie (kiedyś w lumpekscie kupiłam super proste i duże talerze obiadowe). Zakryte kuwety w przedpokoju spełniają funkcję półek na buty, których już nie można było zmieścić na głównej półce. Trzeba tylko pomyśleć i wykorzystać to, co już się ma lub można zdobyć.

Oczywiście można gonić na projektantami, ale i to trzeba umieć, nawet najfajniejsze przedmioty w pewnych zestawieniach będą wyglądały kiczowato lub zwyczajnie. Czasem wystarczy jeden akcent.

Wiem, że to banały i że pewnie już to wiecie, ale od banałów odnawia się znajomości.

Na koniec kilka zdjęć z targów i festiwali diuzajnu, na których byłam w ubiegłym roku.

kot

1

ostroda

5

2

4

3

Jestem ciekawa waszego zdania na temat aranżacji, dizajnu i design thinking a do tematu jeszcze będziemy wracać.

Myślę, że designem jest jak z podróżowaniem, chodzi o to, żeby dostać się tam, gdzie chcemy, nie ważne jak, samolotem, pendolino czy na stopa.

* Ponoć przyjęto już spolszczenie. Nie wszyscy znawcy to aprobują, bo pojawia się problem z akcentowaniem. Ja używam obu form, oswajam się 😉