Klopsy orzechowo-egzotyczne

Nie będę gadać, tłumaczyć się czy cokolwiek.
Po prostu dziś następuje odwrót od słodkości, wracam do publikacji przepisów z wykorzystaniem Bio tofu PolSoi. Tym razem główną rolę gra tofu marynowane w sosie tamari:

Klopsy orzechowo-egzotyczne

klopsy1

Czytaj dalej

Urodzinowy tort porzeczkowy ze śnieżką z mleka kokosowego

Rzuciłam pracę w czas, od razu znalazłam nową i miałam kolejną propozycję, którą odrzuciłam raz jeden w życiu kierując się (chyba) zdrowym rozsądkiem i kalkulacją zysków i strat. Stworzyłam nowy plan. Czy dobrze zrobiłam? Nie wiem, przekonam się. Mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji. Póki co rozmyślam o tym. Oczywiście, w myśl powiedzenia, o trawie zielonej tam, gdzie nas nie ma, żałuję. Boję się, że taka szansa drugi raz się nie trafi. To spotęgowało urodzinowe rozkminy; dokąd idę? Po co? Czego chcę? Czego oczekuję? Co dostaję? Jak to się stało, że jestem, gdzie jestem? Co spartoliłam najmocniej? Jak bardzo byłam naiwna? A może wciąż jestem? A może jestem za bardzo nieufna?

Nie jestem w miejscu, w którym kiedyś myślałam, że będę w tym wieku. To nie zmienia faktu, że tort urodzinowy się należy 😉

No to upiekłam sobie, pyszny, lekki, nie za słodki tort. Z porzeczkami prosto z działki dziadka Konkubenta i śnieżką z mleka kokosowego. Mniam, zasługiwałam na to! 😉

Wam też się należy, to prezent dla was ode mnie z okazji moich urodzin.

Tort porzeczkowy ze śnieżką z mleka kokosowego

tort2 Czytaj dalej

Smaki lata – idealny wegański sernik na zimno

Mam co raz większe wyrzuty sumienia, kiedy nie piszę. Przepisy zalegają, przestaję je pamiętać, bo przecież po co je spisywać…
Robota została rzucona, zgodnie z planem, ale w związku z pewnymi zawirowaniami i z przekory plan też się zmienił. Lepiej, nie ma planu! Czy to dobrze? Ponoć nie… Zobaczymy 😉
Póki co biorę się za publikowanie. Czekają przepisy, zwłaszcza te z produktów PolSoi. Dziś jeden z udziałem naturalnego Bio Tofu PolSoi.

Zawsze lubiłam sernik na zimno, moja mama często robiła latem. Ach… serki, galaretka, owoce. Bardzo dawno nie jadłam tego deseru. Mama kiedyś przestała robić a ja w związku z wegańskim gotowaniem nigdy nie robiłam sernika na zimno. Nadszedł czas, aby to zmienić, zwłaszcza, że w lodówce czekały 2 kostki tofu.

Deser przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, masa tofornikowa była gładka i w ogóle nie czuć było charakterystycznego posmaku tofu (o tym, że truskawki nigdy nie zawodzą nie będę się rozpisywać). Tofurnikiem zostali poczęstowani zwykli zjadacze sera i serków. Nie zauważyli, że to bez mleczny wyrób. Ba! Byli zachwyceni. Same Ochy i Achy. Spróbujcie sami – warto.

Truskawkowy torufnik na zimno

tofurnik1 Czytaj dalej

Kruche ciastka na Smakowitej Pajdzie

Wciąż mam problemy z systematycznością, nie potrafię po prostu „przysiąść” i zabrać się za pisanie, wiecznie coś, chciałabym za dużo. Ale już niedługo będę miała więcej czasu, znowu wychodzę ze swojej strefy komfortu, w której nie było mi znowu tak komfortowo. Rzucam pracę. Trzymajcie kciuki, żeby dalej się powiodło.

Do upieczenia ciastek, o których wspominałam już ponad miesiąc temu, zainspirowała mnie Dr Małgorzata Kalemba–Drożdż, autorka książki Słodki sposób na alergię. Ciastka miały być przekąską w trakcie podróży po nowego członka stada – Arona, nieco już starszego psa w typie malamuta.

Niestety część ciastek przypaliłam, bo zapomniałam, że się pieką, ale reszta wyszła bardzo dobra, bardzo smakowały mojej towarzyszce podróży. Nie są za słodkie i mają wyjątkowy, lekko cynamonowo-oliwny smak.

Kruche ciastka na smakowitej pajdzie

ciastka

Czytaj dalej

Zawijane drożdżówki z jabłkiem i cynamonem

Lubię piec i pieczenie słodkości na święta przypomniało mi o tym. Nierzadko mi się nie chce, ale postanowiłam się poprawić i robić to częściej. Pieczenie zaplanowałam na po Wzorach w ogrodzie, zwłaszcza, że podczas targów w Królikarni miałam przyjemność być na spotkaniu z Dr Małgorzatą Kalembą-Drożdż, autorką bloga Trochę inna cukiernia (www.pinkcake.blox.pl). Podczas spotkania zakupiłam książkę Słodki sposób na alergię.

Po powrocie, choć miałam chwilę zwątpienia, przystąpiłam do działania. „Upiekę drożdżówki z jabłkami!” – pomyślałam – „Drożdże mam w lodówce, jabłka na blacie, nawet nie muszę łazić po sklepach.” Otworzyłam książkę Pani Małgorzaty i znalazłam przepis, który mogłam wykorzystać jako bazę. Zaczęłam gromadzić składniki…i… okazuje się, że drożdżom brakowało już niewiele do ucieczki z mojej lodówki i podbiciu świata – „Kur… muszę iść do sklepu.” Polazłam, kupiłam także mąkę, okazało się bowiem, że jest jej nieco za mało, ale za to znalazłam w szafce rodzynki. Nie przepadam za rodzynkami w cieście, ale konkubent uwielbia… czego nie robi się z miłości…*

Zawijane drożdżówki z jabłkiem i cynamonem

drozdz1 Czytaj dalej

Słodko cytrynowe muffiny

Nie przepadam, żeby nie powiedzieć, że nie lubię, słodyczy o smaku cytrynowym. W ogóle większość słodkości cytrusowych jest dla mnie smakowo podejrzana. Kiedy więc Konkubent zaproponował na święta muffiny cytrynowe, kręciłam nosem. Później jednak pomyślałam, że może spróbuję, kolor będą miały odpowiedni, żółty albo pomarańczowy, wiosenny. Będą lekko orzeźwiające, może nawet mi zasmakują, a jeśli nie to on zje wszystkie za karę 😉

Na szczęście okazało się, że muffiny wyszły zaskakująco apetyczne. Rzeczywiście wiosennie, słodkie, ale nie za słodkie, nie ciągną się i nie zostawiają, charakterystycznego dla cytrynowych słodyczy, cukrowego posmaku. Pięknie pachną „olejem cytrynowym”, są mokre i puszyste. Skuszę się na nie jeszcze nie raz. Wam tez polecam, zwłaszcza jeśli lubicie być zaskakiwani.

Muffiny słodko cytrynowe

SlodkieCytryny1

Czytaj dalej

Mocno cynamonowe jabłkowe babeczki

Okazuje się, że niedziele nie mogą być całkowicie OffLine. W niedzielę mam czas spotkać się z wami. Ostatnio zapraszałam na pogaduchy przy herbacie, dziś na coś słodkiego.

W czeluściach dysku twardego mojego komputera odnalazłam zdjęcia babeczek, miałam je wam przedstawić jakoś w listopadzie chyba, ale nie wyszło. Nadrabiam zaległości i przedstawiam:

Jabłkowe i mocno cynamonowe babeczki

babeczkiCynamonowoJablkowe

Czytaj dalej

Lubię z ogórem – sushi maki

Znowu dawno mnie nie było. Brak mi systematyczności i organizacji. We wszystkim. Zaniedbałam wiele rzeczy między innymi bloga. Chciałabym wrzasnąć, że już wracam i że już będzie tak, jak JA bym chciała, ale nie mogę. Nie wiem jak będzie. Wrzesień był dla mnie trudnym miesiącem, wyszłam z mojej strefy komfortu i odeszłam tak daleko, że straciłam już ją z oczu i nie wiem kiedy zbuduję sobie nową. Pewnie podzielę się moimi przemyśleniami. Jednak jeszcze nie dziś, nie mam poukładanych myśli. Szukam, wciąż zaczynam i nie mogę skończyć.

Tak, jak wspomniałam dzielenie się myślami będzie innym razem, dziś dzielę się „przepisem”. Użyłam cudzysłowu, bo sushi jest tak proste, że podawanie nań przepisu wydawało mi się zabawne, ale często znajomi pytają: „Ale co Ty wkładasz do środka?!”. Wkładam różne pyszności, ZAWSZE AWOKADO, czasem tofu, lubię marchewki…

Tę wersję robimy często, bo właściwie wszystkie składniki są w zasięgu ręki i nie trzeba poświęcać czasu na wcześniejszą obróbkę. Może wam się wydawać, że kiszoniak jest nie na miejscu, ale świetnie się komponuje.

s4a

Sushi z awokado, marchewką i ogórkiem kiszonym

(dla 3 łasuchów, wyszło mi ok. 82 kawałków)

 

  1. 5 płatów nori
  2. 1¾ szklanki ryżu do sushi*
  3. 2 szklanki wody
  4. ocet ryżowy
  5. 1 duża marchewka
  6. 1 awokado
  7. wasabi
  8. sos sojowy
  9. trochę wody w miseczce do maczania paluchów

 

Ryż wsypać do sita z drobnymi oczkami i przepłukać. Przesypać do garnka i zalać 2 szklankami wody (można osolić). Ryż gotuję na wolnym ogniu pod przykryciem, ok. 10 minut, nie mieszam. Po tym czasie wyłączam gaz i ryż sam dochodzi w garnku. W tym czasie podgotowuję lub piekę marchewkę. Nie gotuję jej aż będzie miękka, ma być podgotowana: już nie świeża, ale jeszcze jędrna. Młodej marchewce wystarczy ok. 7 minut. Kiedy marchew będzie już pożądanej przez nas konsystencji, kroimy ją na cienkie słupki (ok.0,2-3mm.)Tak samo kroimy ogóra i awokado.

Kiedy ryż wchłonie wodę i jest miękki, przekładamy go do miski dolewamy 3-4 łyżki octu ryżowego i mieszamy, smakujemy i jeśli mamy ochotę podlewamy jeszcze octem. Odstawiamy ryż do wystygnięcia.*

Gdy ryż ostygnie możemy przystąpić do sedna. Bierzemy płat, układamy błyszczącą stroną do dołu i rozkładamy (rozsmarowujemy) ryż tak, żeby prześwitywały przez niego wodorosty, zostawiając ok.1 cm. pas wzdłuż płata niezakryty. na ryżu układamy wzdłuż słupki marchewki, ogórka i awokado. Czysty pas płata smarujemy delikatnie wasabi lub wodą (naprawdę niewiele, od wody wodorosty mogą się zrobić gumowate). Zawijamy płaty tak, żeby nasmarowany brzegiem skleić rulon. Ja robię to przy pomocy maty bambusowej, nie jest to trudne, ale wymaga precyzji. Trzeba dosyć mocno dociskać matę, wałek nie może być luźny. Walec sushi kroimy ostrym nożem na kawałki wielkości kęsa.

s1a

Podajemy na drewnianej lub szklanej desce (nie może być wilgotna, żeby sushi się nie przykleiło). Jemy pałeczkami lub rękoma maczając w sosie sojowym.

s3a

*Ważne, żeby to był ryż do sushi, jest on kleisty, ale jędrny i nieciapowaty. Jeśli naprawdę nie dostaniecie takiego, albo okaże się szalenie drogi możecie spróbować użyć jakiegoś innego, np. do risotto, pewnie będzie kleisty, ale na pewno będzie dłuższy niż ten do sushi, więc będzie się gorzej układać.

*jeśli ryż nie wystygnie, wodorosty wchłoną z niego wodę i zrobią się gumowe.

s2a

Kot w dom… czyli z czym wiąże się przybycie mruczącego mieszkańca

Moja kocia przygoda zaczęła się jak miliony innych. Nie wchodząc w szczegóły, 5 lat temu znaleźliśmy i zabraliśmy do domu 2 małe kocięta. Właściwie to wylądowały one u mnie w pokoju w domu rodzinnym. Dwa małe nieszczęścia. Jedno z całkowicie zaropiałymi i zaklejonymi oczętami, drugie z ogromnym wrzodem na oczku. Zarobaczone (nawet tasiemiec się znalazł), zapchlone, zawszone dwa małe wypłosze. Mniejsze od królika, którego na początku się bały (ze wzajemnością). Człowiek był im obcy, nigdy nie miały z nim kontaktu.

Pomyślałam sobie „o kur…, jakie one małe, jakie bidulki. Dobra, robimy twarz i do dzieła. Spoko, ogarnę.” Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że weszłam w to z rozpędu, nigdy nie miałam tak naprawdę kota, zupełnie nie wiedziałam co to za dzika bestia i jak z nią postępować. Postępowałam tak, jak wydawało mi się słuszne.

Długo mogłabym opowiadać naszą historię, poznaliśmy się, pokochaliśmy. Takich historii jest na pewno mnóstwo. Historii o długim i skomplikowanym procesie wzajemnego oswajania. Z różnych względów, głównie pielęgnacyjno weterynarjnych było dużo stresu. Jednak to radość towarzyszyła nam dużo częściej. Koty zostały.

Po wszystkim, co razem przeszliśmy nie mogłam ich, zgodnie z planem, oddać. Z czasem stado się powiększyło. Standardowo, jak wielu domach tymczasowych, nie wszystkie zwierzęta go opuściły. Dobra, przyznaję szczerze, żaden kot nie opuścił mojego domu. Ostatecznie stado liczy 4 koty, a ja zostałam kocią mamą. Kociarą.

Tak oto poznaniu kilku (nie tylko) kocich charakterków, stałam się wśród znajomych zwierzęcym ekspertem. Oczywiście moją specjalizacją są koty, tu mam najdłuższy i najbogatszy staż. Zanim ktoś ze znajomych wybierze się do weta albo po prostu ma jakiś problem, radzi się mnie.

Żadna ze mnie wielka Pani ekspert, ale trochę na temat mruczków wiem i chętnie się tą wiedzą dzielę. Dziś podzielę się nią z wami. Zaczniemy od podstaw. Czasem będą to „oczywiste oczywistości”, czasem, mam nadzieję, skłonię do refleksji czymś, z czego może niekoniecznie zdawaliście sobie sprawę.

Kiedy już zaczniecie się zastanawiać nad kocim towarzystwem lub, kiedy już podejmiecie decyzję przypomnę albo powiadomię z czym wiąże się kot w domu, w życiu. Porada właściwie nie dotyczy jedynie kotów.

1. Po pierwsze i najważniejsze, pamiętacie o tym zawsze, nie ważne czy decydujecie się na faceta, kota, psa, chomika czy rybkę. Za każdą oswojoną osobę bierzecie odpowiedzialność. Za uczucia, zdrowie i życie. Od kiedy pod waszym dachem znajdzie się kot aż po śmierć do was należeć będzie każda decyzja z nim związana. Czasem mogą to być bardzo trudne decyzje. A jeśli postanowicie w pewnym momencie, że z tego obowiązku rezygnujecie i tak zdeterminujecie całe życie danej osoby (tak, zwierzęta mają dla mnie status osób). Zastanówcie się dobrze, czy jesteście na to gotowi.

tamed

Jeśli na pytanie w pierwszym punkcie odpowiedzieliście twierdząco, to właściwie reszta powinna być formalnością. Ale, lepiej się upewnić, czy wszystko jest przemyślane, czy czasem nie stanie się tak, że wyrządzicie krzywdę. Tego pewnie nikt z was nie chce.

2. Zastanówcie się ile żyje taki przeciętny kot. Powiem wam, kot w domowych warunkach żyje ok. 20lat. Sporo. I sporo przez ten czas może się w waszym życiu zmienić. Zadajcie siebie pytanie o ogólny plan na życie przez ten czas (tak wiem, że może się zmienić, ale…). Jeśli planujecie wyjechać w podróż camperem, albo wyjechać na jakieś zagraniczne stypendium, spędzić rok z plecakiem pod namiotem weźcie pod uwagę pupila w tym wszystkim. Gdzie będzie mieszkał? Jak zapobiegniesz chorobom, stresom, zagubieniu zwierzaka? Może lepiej decyzję o kocie przełożyć na jakiś czas? A może w ogóle nie ma na niego miejsca. Jest wiele innych sposobów kontaktu lub pomocy zwierzakom, możecie zaadoptować wirtualnie, może możecie sobie pozwolić na dom tymczasowy. Oczywiście, może jesteście osobami, które uważają, że wszystko da się załatwić, kiedy przyjdzie wam ta myśl do głowy przypomnijcie sobie punt pierwszy. Jeśli wszystko się zgadza, idziemy dalej.

3. Skoro jesteśmy przy sytuacji życiowej, to nie można nie wspomnieć o pieniądzach. Będziecie takiego kota i/lub psa utrzymać. Kot nie jest szalenie drogi w utrzymaniu, ale trzeba się liczyć z wydatkami. Zrewidujcie dokładnie stan swojego portfela i pomyślcie jak może on wyglądać w przyszłości, żeby nie okazało się, że razem z kotem będziecie jedli najohydniejszą, papierową, chemiczną karmę. Podpowiem, że na samo jedzenie dla czterech kotów wydaję ok.100 zł miesięcznie. Doliczcie do tego raz na jakiś czas żwirek i weterynarza. Niestety weterynarz może kosztować sporo.

4. Uzbrójcie się w cierpliwość. Przygotujcie jej spore zapasy jeśli chcecie zamieszkać z kotem, bliżej mu bowiem do marudnego, rozpieszczonego faceta niż radosnego psiaka. Myślę, że nie muszę dużo tłumaczyć, kot chadza swoimi drogami. Nie interesuje go, że chcecie teraz się z nim bawić, on nie chce. Kiedy on będzie chciał, wy też musicie chcieć 😉 Można nauczyć go pewnych rzeczy. Jasne. Ale wymaga to czasu i cierpliwości właśnie. Tak samo w przypadku problemów zdrowotnych kotów; to bardzo delikatne zwierzęta, czasem alarmują o problemach np. sikając poza kuwetą, np. na ulubione ubrania lub poduszkę. Zastanówcie się, czy będziecie mieć na to cierpliwość, znam osoby, dla których kot – niszczyciel lub frustrat jest sporym wyzwaniem/utrapieniem.

jestem kotem

5. Jeśli decydujecie się na mruczka przygotujcie się na jego „porządki”. Możecie zapewnić kotu piękny drapak, ale może okazać się on mniej interesujący niż kanapa i szafka. Może się też okazać, że to łóżko jest lepsze niż kuweta. Kot lubi przestawiać, zrzucać, wrzucać pod meble różne przedmioty. Liczcie się z tym. Może po prostu wystarczy jeśli zmienicie nawyki. Warto tu jeszcze dodać, że jedzonko bez kłaczka kociego nie jest wystarczająco smaczne a ubrania wystarczająco designerskie 😉

na zasierscionym nie bede lezal

6. Koty są różne, ale nie nastawiajcie się na futrzastą kulkę, która nic innego nie robi tylko mruczy i leży na kolanach. NIE. Nie jest też prawdą, że kot zajmie się sam sobą lub ciągle śpi. Kot potrzebuje towarzystwa opiekuna, zabawy z nim. Jeśli oczekujecie kota leniucha, poduszkowego mruczka, idźcie do schroniska na pewno pracownicy pokażą koty, które mają takie usposobienie, ale nigdy kot nie jest samowystarczalny. Jeśli wiecie, że czasem może wam nie starczyć czasu na zwierzaka zagwarantujcie mu towarzystwo, drugiego kota. Pamiętajcie, że to i tak nie zwalnia was z obowiązku poświęcaniu im czasu. To ważne, także dla was, im więcej czasu poświęcicie mruczkom, tym rzadziej będziecie musieli się wykazywać cierpliwością. Nie ma nic gorszego niż znudzony kot.

170dfb334776bb94cfd0b32514b77758

7. Kot z natury jest aktywny nocą. Pomyślcie o tym zwłaszcza jeśli nie macie miejsca, żeby nie spać z nim. Owszem, kot może nieco przyzwyczaić się do naszego trybu życia i przesypiać noce lub ich część, ale to też za sprawą aktywności z wami w ciągu dnia.

8e55e01bd5a80039d8c967ce31863eb5

8. Ćwiczcie silną wolę. Koty (psy zresztą też) są doskonałymi kłamcami i wymuszaczami. Może być tak, że kiedy uznacie, że jest potrzebna dieta, kot będzie siedział cały dzień przy puszce z karmą i jęczał. Może być tak, że za każdym razem, kiedy będziecie wchodzić do pomieszczenia z miskami będzie udawał że jest przekonany, że dasz mu wyczekany obiad (kiedy dostał już od innego domownika). Ważna jest tu też komunikacja z innymi domownikami.

e7310ba2d3a56e83ada6d5c8971fc076

9. Uzbrójcie się w nowy rodzaj uwagi. Musicie przygotować się na to, że kot jest bardzo ciekawski i wszystko chce zobaczyć, wszystkiego się dowiedzieć i wejdzie wszędzie. Jeśli mu się nie uda, to i tak będzie próbował, zatem może się zdarzyć, że razem z sobą na podłogę pociągnie różne przedmioty z półek, szafek, stołu. Zwracajcie uwagę, żeby zminimalizować szkody materialne i uniknąć tych na zdrowiu kota. Zawsze zamykajcie okna (nawet uchylne), zabezpieczcie balkon lub nie pozwólcie kotu wychodzić bez waszego nadzoru. Zawsze chowajcie/przykrywajcie jedzenie, bo koty lubią kraść (polować), często dla zasady, a nie jedzenia. Obserwujcie też dokładnie i analizujcie zachowanie futrzastego osobnika, pomoże to wam uniknąć stresów związanych z jego delikatną psychiką.

ab98e2a467227cc204f096615a5e8733

10. Czeka was zmasowany atak słodyczy, wdzięczności i miłości okazywanych w szczególny sposób. Nic nie jest w stanie się z tym równać.

843065d048ed324c17b1274df55436eb

Przygotujcie się, na wiele zmian i na to, że kot zawładnie waszym światem. Tak musi być 😉

Tekst jest inspirowany moimi rozmowami z zastanawiającymi się nad nowym domownikiem znajomymi i doświadczeniami moimi i innych kociarzy. Zwróciłam szczególną uwagę na zdania zaczynające się od:” O kurcze ja nie wiedziałem, że …” i „Nie byłam przygotowana na…”. Tak naprawdę, pierwsze dwa punkty są dla wahających się, reszta to porady dla tych z was, którzy chcą przygotować się na przybycie małego tygrysa do życia lub dla tych, którzy są na początku swojej drogi. Mam nadzieję, że post okazał się choć trochę pomocny. Jest to pierwszy z kociego cyklu. Reszta będzie bardziej praktyczna. Jeśli macie sugestie dotyczące następnych dajcie znać 😉

1b*Kot Foucault

Pamiętajcie: To koty rządzą, możecie tego nie zauważyć, ale tak jest 😉

Piękny kawałek, poza kocimi postaciami w ogóle nie związany z postem:

 

*Zdjęcia i obrazki użyte w poście (poza kotem Foucaultem) nie są moją własnością. Więcej Foucaulta i resztę stada znajdziecie na instagramie.

Tarta rabarbarowo jabłkowa

Miało być dziś coś innego, ale w odmętach dysku znalazłam zdjęcia tarty z rabarbarem i jabłkiem i póki sezon jabłkowy, a rabarbar w razie czego można zastąpić czymś innym, postanowiłam uraczyć was ciastkiem. Kocia pogadanka innym razem.

 

Tarta rabarbarowo jabłkowa

33

 

Ciasto robiłam wg standardowego przepisu na kruche, który był już tu (tym razem zabrakło mi mąki z pełnego przemiału, więc jest na białej):

  1. 200g mąki tortowej
  2. pół kostki margaryny
  3. łyżka mąki ziemniaczanej
  4. 3 łyżki cukru
  5. 3 łyżki wody
  6. sok z połowy cytryny

Ucieramy margarynę z cukrem. Dodajemy mąki i mieszamy. Dolewamy wody i soku z cytryny. Kiedy masa jest gładka lekko świecąca, zwarta i jędrna, zawijamy ją w folię i wrzucamy do lodówki na przynajmniej 30 minut.

Po wyciągnięciu rozwałkowujemy na cienki (ok.0,5 cm) placek. Przekładamy do mniejszej okrągłej formy (wysmarowanej olejem i posypanej kaszą manną) i pieczemy w 200 °C przez 20 minut.  Po tym czasie wyciągamy lekko podpieczone ciasto i nakładamy nań masę rabarbarowo jabłkową i pieczemy znowu.

 

Wierzch:

  1. 12 łodyg rabarbaru (moje były mniejsze (z babcinego ogrodu), jeśli macie większe, takie, jakie można dostać w sklepie, wystarczy 7 łodyg).
  2. 3 jabłka
  3. 2 garście rodzynek
  4. 3-4 łyżki cukru lub innego słodzidła
  5. szklanka wody
  6. 3 łyżki mąki
  7. łyżka oleju lub margaryny

Rabarbar oprawiamy, kroimy i wkładamy do garnuszka. Chwilkę podsmażamy na łyżce margaryny, dodajemy wody, cukru i rodzynek. Dusimy wszystko przez 20minut. Kiedy już rabarbar rozpada się dodajemy jabłka i mąkę. Dokładnie mieszamy, żeby nie było grudek mąki. Robi się z tego coś w rodzaju kisielu. Kiedy lekko przestygnie wykładamy go na podpieczone ciasto i całość wkładamy do piekarnika na następne 20 minut.

 

22

 

11

 

Piosenka o lekkim zabarwieniu politycznym 😉

 

Jedz polskie jabłka                Jabłka wolności